Nauczyciel bliskości - wywiad z reżyserem "Ostatniej lekcji"

Dodano: wt., 2017-07-25 11:43 , ostatnia zmiana: pt., 2017-07-28 13:07
Brendan Brandt

Od paru dni możecie u nas zobaczyć dokument poświęcony Victorowi D'Altorio - nauczycielowi aktorstwa, dumnemu gejowi, a przede wszystkim niezwykle otwartemu człowiekowi, który z powodu uporczywego bólu postanowił zakończyć swoje życie. Reżyser "Ostatniej lekcji" Brendan Brandt w wywiadzie specjalnie dla Outfilmu opowiada o prawdziwej bliskości i budowaniu empatii u innych ludzi.

 

OUTFILM: TWÓJ DOKUMENT JEST NIEZWYKLE INTYMNY I OSOBISTY. JAK TRUDNO BYŁO NAMÓWIĆ VICTORA DO TEGO, ABY ZGODZIŁ SIĘ WZIĄĆ W NIM UDZIAŁ?

BRENDAN BRANDT: Tak, to było bardzo trudne. Chociaż bez problemu zgodził się, żeby ze mną porozmawiać, początkowo nie chciał zrobić tego przed kamerą. Spotkaliśmy się na dwa tygodnie przed jego planowaną śmiercią, więc nie bardzo chciał mi poświęcić więcej czasu. Postawił mi wiele warunków, zanim zgodził się na ten film. Największym była organizacja lekcji aktorstwa – znalezienie studentów, załatwienie odpowiedniego miejsca i terminów. Dopiero kiedy się tym wszystkim zająłem, zaufał mi i zobaczył, że traktuję to naprawdę poważnie.

FILM POKAZUJE KILKA MIESIĘCY Z ŻYCIA VICTORA I WASZĄ EWOLUUJĄCĄ RELACJĘ - OD RELACJI DOKUMENTALISTA-BOHATER DO PRAWDZIWEJ PRZYJAŹNI. JAK INTENSYWNE BYŁO TO DOŚWIADCZENIE POD WZGLĘDEM CZASU, KTÓRY SPĘDZILIŚCIE RAZEM I TYCH WSZYSTKICH EMOCJI?

To prawdopodobnie najbardziej intensywny emocjonalnie czas w moim życiu. Nie tylko ze względu na silną przyjaźń, jaką zbudowaliśmy, ale i wysoką stawkę – życie i śmierć Victora. Były momenty, w których czułem, że tylko ja trzymam go na tym świecie. Pisał na swoim blogu, że to dzięki nam jeszcze tu jest, co pozwoliło mi myśleć, że przywracam go do życia. To był prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Jeżeli chodzi o czas, który razem spędziliśmy, na początku były to dwa dni w tygodniu, ale z czasem widywaliśmy się coraz częściej. Pod koniec pracy nad filmem mieliśmy ze sobą kontakt właściwie codziennie. Jednak nigdy nie doszliśmy do momentu, w którym bylibyśmy ze sobą non stop przez dłuższy czas – w końcu w międzyczasie pracowałem i byłem w związku. Przez jeden miesiąc, zamiast filmować, robiliśmy też próby do sztuki napisanej przez Victora i planowaliśmy jej produkcję.

W PEWNYM MOMENCIE VICTOR MÓWI, ŻE JEGO ZDANIEM TRAFIŁEŚ DO NIEGO, BO CHCIAŁEŚ POCZUĆ PRAWDZIWY BÓL. JAK TY SAM OPISAŁBYŚ Z DZISIEJSZEJ PERSPEKTYWY SWOJĄ MOTYWACJĘ - NA GŁĘBSZYM POZIOMIE, NIŻ OPOWIEDZENIE DOBREJ, PORUSZAJĄCEJ HISTORII?

To bardzo trudne pytanie. Myślę, że to było coś, czego nie jestem do końca świadomy. Jeśli miałbym strzelać, powiedziałbym, że chyba zawsze byłem trochę zafascynowany śmiercią. Kiedy zaczynaliśmy kręcić, miałem w tym temacie niewielkie doświadczenie. Moje życie zawsze było bardzo szczęśliwe, ponieważ prawie wszyscy ludzie, których kiedykolwiek kochałem są jeszcze z nami. Więc temat śmierci wydawał mi się ciekawy, bo nigdy za bardzo go nie dotknąłem, nie wiedziałem z czym się wiąże. A tutaj pojawił się facet, który w tak otwarty sposób mówi o swojej rychłej śmierci. Chciałem zobaczyć, o co w tym wszystkim chodzi. I chciałem poznać tę historię, bo nigdy nie słyszałem o niczym podobnym.

Innym powodem była pewnie moja młodzieńcza naiwność, arogancja. Myślałem, że będę w stanie odwieść go od tego swoimi bystrymi pytaniami. Myślałem, że mogę uratować jakieś życie. To pewnie też było jakimś powodem. Kto wie, co jeszcze... Na pewno było to skomplikowane i nie do końca przemyślane.

JAKI BYŁ NAJWIĘKSZY WPŁYW VICTORA NA TWOJE WŁASNE ŻYCIE? CZEGO CIĘ NAUCZYŁ I ZA CZYM NAJBARDZIEJ TĘSKNISZ?

Największy wpływ na moje życie miała jego brutalna szczerość. Prawda była dla niego najważniejsza. Nie uznawał sekretów i wstydliwych szczegółów. Cały czas był sobą w 100 procentach. Obiecał, że nigdy mnie nie okłamie i ja obiecałem mu to samo, co bardzo szybko zbliżyło nas do siebie. Zanim go nagrywaliśmy, mógł mnie maglować z moich własnych tajemnic i całego życia przez prawie godzinę. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem takiej bliskości. Z czasem zacząłem próbować przenosić to na moje inne relacje. Nie zawsze się udawało, ale najważniejsze, że poszedłem w tym kierunku. Victor pomógł mi więc zawierać bliższe związki z ludźmi - te wymagające większej szczerości i intymności. Nauczył mnie ich i zawsze będę mu za to wdzięczny.

Bardzo mi brakuje tych długich, głębokich rozmów, ale także jego lekcji. Był ŚWIETNYM nauczycielem aktorstwa. Jak nikt inny wyciągnął mnie z mojej strefy komfortu i zmusił do tego, żebym poradził sobie z samym sobą na scenie. Tęsknię też za naszym wspólnym gotowaniem, za jego wygodnym czerwonym fotelem, jego śmiechem, jego uwagą. W czasie rozmowy zawsze był bardzo obecny, skupiony na mnie i nie dało się temu oprzeć.

 

Victor

 

PODRÓŻOWANIE Z GOTOWYM FILMEM I ROZMOWY Z PUBLICZNOŚCIĄ NA PEWNO PRZYNIOSŁY CI WIELE OSOBISTYCH REAKCJI I HISTORII. SĄ TAKIE, KTÓRE SZCZEGÓLNIE ZAPADŁY CI W PAMIĘĆ?

To chyba najwspanialsza część dzielenia się tym filmem. Są takie dwie, szczególne dla mnie historie. Pierwszą poznałem pokazując film na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Pasadenie. Po seansie podeszła do mnie kobieta ze szklistymi oczami i opowiedziała mi o swojej najlepszej przyjaciółce, która odebrała sobie życie w liceum. Nigdy sobie z tym nie poradziła, a kiedy zobaczyła film, opisała go jako „list miłosny od najbliższego przyjaciela”. Wyznała mi, że to ją uleczyło i pozwoliło jej się pogodzić z tą stratą. Miałem wiele podobnych spotkań, które bardzo mnie poruszyły. To, że nasz film może niektórych uleczyć z bólu, daje mi dużo szczęścia.

Inna historia wiąże się z pokazem filmu w pewnym college'u w małym miasteczku na południu Stanów. Był tam jeden bardzo konserwatywny student, z którym długo rozmawiałem jeszcze przed seansem. Marzył o karierze aktorskiej w Los Angeles i prosił mnie o rady. Kilka razy podkreślał jakie wyznaje wartości, mówił, że głosował na Trumpa. Martwił się, że w Kaliforni nie będzie mile widziany. Poprosiłem go, żeby przyszedł na seans, ale on nie był pewny. Powiedziałem o tym jego nauczycielce, a ona kupiła mu bilet. Przyszedł na film, został potem na dyskusji i się w niej udzielał. Potem podszedł do mnie i powiedział, że to było piękne.

Więc jeśli możemy dotrzeć do młodego, homofobicznego, bardzo prawicowego człowieka i nauczyć go trochę empatii, pokazać nowe idee i zupełnie innych ludzi, jeśli możemy mu pokazać, że nie są oni źli ani ohydni, to... Może jest jeszcze jakaś nadzieja? Nie chcę brzmieć naiwnie, ale jeśli możemy do nich dotrzeć – wciąż jest nadzieja. Może to nie zmieni ich poglądów politycznych, ale może pozwoli otworzyć jakieś drzwi, lepiej się komunikować i lepiej rozumieć?

PRACUJESZ OBECNIE NAD CZYMŚ NOWYM?

Wciąż pracuję jako aktor w Los Angeles, więc kiedy akurat nie podróżuję z filmem, regularnie chodzę na castingi. Jeżeli chodzi o działalność dokumentalną, zaczęliśmy właśnie rozmawiać z firmą zajmującą się VR-em (przyp. virtual reality – rzeczywistość wirtualna), na temat robienia VR-owych filmów dla imigrantów, którzy nie mogą wrócić do swoich domów. Mamy tu tak wielu nielegalnych imigrantów, zwłaszcza w L.A., którzy nie mogą wrócić do swoich rodzin w Meksyku i w Ameryce Środkowej czy Południowej. Więc jeśli możemy pojechać do miejsc, z których pochodzą i nagrać filmy na znanych im ulicach, przy ich dawnych domach, z ich przyjaciółmi, możemy dotrzeć do nich w bardzo głęboki sposób. To mógłby być nie tylko wspaniały prezent, ale i film dokumentalny, który pozwoliłby rzucić większe światło na imigrację, która jest teraz dużym problemem w USA. I - ponownie - wytworzyć trochę empatii.

SUBSKRYPCJA
OUTFILM+
  • Oglądasz bez ograniczeń
  • Rezygnujesz, kiedy chcesz
Zobacz więcej

Aktualności