Wspólna sprawa /
Common Threads: Stories from the Quilt

Wspólna sprawa /
Common Threads: Stories from the Quilt

Ocena: 4.6 / 5 (99 głosów)

    Dlaczego warto obejrzeć

  •   Film nagrodzony Oscarem.
  •   Poruszający dokument przedstawiający sylwetki ofiar AIDS.
  •   Koło tego filmy nie można przejść obojętnie.

Opis

"Wspólna sprawa", dokument zrealizowany wspólnie przez Roba Epsteina i Jeffreya Friedmana dostał Oscara w 1990 roku. Film przedstawia losy kilku osób upamiętnionych na gigantycznej "kołdrze AIDS", uszytej z setek pojedynczych, z których każda to memoriał dla jednej z ofiar epidemii.

Narratorem w filmie jest Dustin Hoffman, a muzykę skomponował Bobby McFerrin ("Don't Worry, Be Happy").

"Zrobienie tego filmu wymagało odwagi. Wymaga odwagi, żeby go obejrzeć. Jeśli się odważysz, obiecuję, zmieni się sposób, w jaki patrzysz na ludzi z AIDS." (Elizabeth Taylor)

Polecamy również inne filmy reżysera Roba Epsteina.

Zdjęcia

Komentarze

Pierwszy raz się popłakałem na dokumencie.Wzruszający do łez.

Najlepszy dokument w jaki oglądałem a obejrzałem filmów LGBT 160 czy170. Film lepszy od dwa razy od mojego ulubionego Filmu ,,Dom chłopców'' . Pierwszy raz się popłakałem się na dokumencie.Wzruszający do łez nie wiem co napisać, na pewno długo się go pamięta to na pewne. Szkoda ze na ten cholerny wirus nie ma lekarstwa HiV I AIDS.Jeżeli jesteś wrażliwy tak jak ja przygotuj chusteczkę. A muzyka Fantastyczna polecam z głębi serca.Zasłużony Oscar.

oftop wiecej klasyki do admnistratora

Więcej klasyki takiej chciałbym żeby bylo ,,Dzikie noce 1992 tylko raz pokazywane w tvp 1997lub1996 roku Parting Glances 1986 roku.Czemu tak mało jest klasyki na OUTFIILM?

Propaganda

Mnie zanudził i zdenerwował: W typowo amerykański sposób powtarza jedną tezę sto razy: "winę za rozprzestrzenianie się AIDS ponosi Reagan i opieszałość administracji ". Dziś ta teza wydaje mi się wątpliwa. Stosunek społeczeństwa do chorych był dużo gorszy poza USA - zobaczcie całkiem dobry film bollwoodzki [ bolly nie holly ] - My brother Nikhil

Bardzo ważny jest Twój stosunek do zakażonych

Nie uważam się za samca alfa, ale udało mi się nie uronić ani jednej łzy. Choć przez cały czas serce waliło mi jak oszalałe. Pewnie dlatego, że w 2005 sam zachorowałem i to tak poważnie, że naprawdę myślałem że umrę. Ale w tym co chcę napisac nie chodzi o mnie, a o ludzi którzy wtedy wokół mnie byli. Mój facet nie dość, że mnie nie zostawił to przyjeżdżał regularnie do szpitala oddalonego o 300 km, przywoził pizze, prał ubrania. Z kolei A. przyjeżdżała codziennie po pracy patrząc na mnie leżącego z głową odwróconą ku niej. Często nawet nie rozmawialiśmy zbyt dużo. Ona czuła taki "obowiązek" bycia ze mną tam. Z Londynu przyleciała M. Pamiętam, że kupiła mi wtedy niebieski szlafrok. Nie wiem jakbym się czuł wtedy sam w izolatce gdyby nie było przy mnie tych osób. Wyzdrowiałem i mam się dobrze. przyjaciele pozostali. P. codziennie przypomina mi o wzięciu lekarstw. Od 10 lat. Pozostali od czasu do czasu pytają o moje "numerki" tak dla zasady, bo widzą przecież że mam się dobrze. Ale najważniejsze, że SĄ. I mimo ze nie mowia, nie tracą czujnosci. Wlasnie wyszedl K., który siedział tu ze mną od wczoraj. Mam jakąś infekcję, pewnie taką samą jak przeciętnie zdrowy człowiek, jestem trochę osłabiony, duzo śpię. Ale on jakby mnie pilnował. JEST. Większość osób to moi heteroseksualni przyjaciele..

A jak jest w wielkiej Warszawie? To miasto w którym najbardziej widzę hipokryzję. Mój lekarz (który jest wyjątkowo spokojnym i opanowanym człowiekem) złości się gdy wchodzimy na temat wzajemnego nie-szacunku gejów niezakażonych do tych, którzy tabletki już łykają. Dziś na AIDS się nie umiera jak kiedyś, ale pogarda i dystans jakiego część z nas doznaje są czasem bardzo ciężkie do zniesienia. Miałem wspaniałego niezakażonego faceta. Rozstaliśmy się w zgodzie i do dziś utrzymujemy kontak. Poznał kogoś kogo bardzo pokochał. Kogoś z AIDS. Jestem z niego bardzo dumny. Idąc za ciosem próbowałem kogoś znaleźć. Niektórzy uciekali błyskawicznie bez słowa, inni próbowali się tłumaczyć. Niektórzy też próbowali się z tym zmierzyć, ale nie dawali rady.

Czy naprawdę chcecie nasz odciąć od siebie? Coraz częściej słyszę, że plusy powinni się wiązać z innymi plusami. To jakaś dziwaczna dyskryminacja w zdyskryminowanym już środowisku gejowskim.

W filmie zobaczyłem głównie ludzi, którzy byli z chorymi ... na śmierć i życie. To się chyba rzadko zdarza. A wysłuchałem juz naprawdę sporo okropnych historii o perfidnych porzuceniach z tego powodu.

Nie wszyscy jesteśmy piękni, zdrowi i bogaci jak postacie z filmów czy seriali, a odnoszę wrażenie, że takich właśnie facetów "na pokaz" sporo osób szuka. Przynajmniej tu w Warszawie.

Pomyślcie czasem o zakażonych. Nie udawajcie, że ich nie ma. Oni często sporo przeszli i takie doświadczenia mogły ich wzmocnić. Na pewno są wokól Was nawet jeśli nie jesteście tego świadomi.