Miłość w czasach wojny domowej /
L'amour au temps de la guerre civile

Strona archiwalna
Ten film nie jest już dostępny z powodu zakończenia licencji.

Miłość w czasach wojny domowej /
L'amour au temps de la guerre civile

Ocena: 2.5 / 5 (28 głosów)

    Dlaczego warto obejrzeć

  •   Film zakwalifikowany do konkursu na Festiwalu w Toronto.
  •   Kino artystyczne kładzące główny nacisk na budowanie klimatu.
  •   Niezależny film, daleki od komercji.

Opis

Odważny i bezpardonowy portret uzależnienia osadzony w ponurym świecie narkotyków i płatnego seksu.

Codziennością Alexa rządzą narkotyki. Kiedy ich nie bierze, stara się zdobyć pieniądze na ich zakup. Prostytuuje się, pomaga w interesach dilerom, nie stroni od drobnej przestępczości – najczęściej napadając na potencjalnych klientów.  Tuła się od jednej przygnębiającej nory do kolejnej. Mieszka w nich sam, czasem z innymi ćpunami. Kiedy próbuje załatwić działkę, bywa że sam pada ofiarą oszustwa.

Narkotykowe sesje zwykle wiążą się z seksem, choć zdaje się on nie tyle służyć przyjemności, co chwilowemu zaczerpnięciu powietrza przed pogrążeniem się w kolejnym haju. Między jednym odlotem a następnym, pożądanie staje się tratwą ratunkową, spokojnym portem pośród sztormu. Ciała namiętnie szukają rewanżu za poniżenie, na które są skazane. Niczym sieroty z dzikiego plemienia łapczywie żyją i kochają na przekór społeczeństwu tkwiącemu w wygodnictwie i obojętności.

Alex i jego znajomi tworzą sobie własny świat, szczelnie odseparowany od reszty, która wydaje im się obcym terenem. Kiedy muszą wyjść na ulicę, czują się tam równie nieswojo, jakby znaleźli się na powierzchni Księżyca. Choć wykluczeni przez społeczeństwo, są zakładnikami jego rynkowej logiki. Upadłymi aniołami w mrocznych i brutalnych czasach. Jak duchy pozbawione przeszłości i przyszłości snują się narażeni na kaprysy niekończącego się tu i teraz. Buntują się, podejmując samotną walkę przerywaną napadami gorączkowej konsumpcji.

Parafrazując Jeana Geneta, „Miłość w czasach wojny domowej” oddaje głos temu, co niewypowiedziane. Film odważnie opiera się pokusie sięgania po psychologię czy retrospekcję. Bez litości obserwuje upadły świat, przez co akty zdrady, jakich dopuszcza się oraz jakich ofiarą pada główny bohater, zyskują przedziwnie emocjonalny charakter. To śmiałe i bezkompromisowe świadectwo uzależnienia jest kolejnym mocnym punktem w dorobku Rodrigue Jean, jednego z najbardziej intrygujących artystów kanadyjskiego kina.

Zdjęcia

Komentarze

niedobry

słaby film - stanowczo nie polecam, porównywanie do "requiem dla snu" to jest totalna pomyłka.

słaby

nie polecam nuda bez konkretnego przesłania

straszny

właściwie żałuję że oglądałem strata czasu zero przekazu, co to było nie polecam, jak chcecie to oglądajcie na własną odpowiedzialność ocena -3

film super...

.....tak, super działa na bezsenność. Jak ktoś nie może zasnąć to po 10 min będzie spał jak niemowlę. Jeden z gorszych jakie kiedykolwiek widziałem - zwykły pornol ma więcej treści.

Nieporadny gniot

Kwalifikacja jakiegokolwiek filmu na jakikolwiek festiwal nie jest wystarczającą rekomendacją do sprzedawania filmu jako arcydzieła, a ucieczka od komercji nie jest dowodem na filmową sprawność.

Masakryczna nuda i monotonia. Nie do przebrnięcia bez przeskoków.
Dla fanatycznych miłośników kina artystycznego ;).

naturalistyczny

tempem może nie porywa... ale w sumie chyba bardzo dobrze oddaje piekło narkomanii. bez estetyzowania w stylu 'requiem dla snu'. męczy, ale chyba taki był zamysł. mimo wszystko polecam

Filmowe ćpanie

Jeżeli warto, to dla kilku scen i bohatera o wciągającej urodzie, może dla zimy w Montrealu? Ale ja chciałem obejrzeć film a nie naćpać się. Brakuje fabuły i zakończenia. Jak ktoś mi powie, że to w filmie jest "otwarte" i "artystyczne", wyśmieję. W połowie cały obiecujący zamysł zamienia się w monotonne ćpanie i tak już zostaje do końca. O tym, że uzależnienie polega na koncentracji życia wokół zażywania i niszczy wszystkie więzi mogę dowiedzieć się z podręczników. Nie potrzeba mi do tego kanadyjskiego kina.

Słaby to mało powiedziane

Film jest kiepski, bez większego ładu i składu. Równie dobrze przez dwie godziny można oglądać bawiącego się kłębkiem wełny kota, a i tak zwierzę dostarczy nam znacznie więcej atrakcji, niż ta pożałowania godna imitacja filmu.