Saint-Narcisse /
Saint-Narcisse

Kłopot z odtwarzaniem

Sprawdź połączenie z internetem i spróbuj ponownie.

Zobacz wskazówki i pomoc

Zainstaluj Adobe Flash

Twoja przeglądarka wymaga zainstalowania darmowej wtyczki Adobe Flash.

Kliknij aby pobrać

Zobacz także wskazówki i pomoc
aby przejrzeć listę zalecanych przeglądarek dla Twojego systemu.

Saint-Narcisse /
Saint-Narcisse

Ocena: 3.1 / 5 (174 głosy)

Opis

22-letni Dominic jest w sobie zakochany. Najbardziej ekscytuje go jego własne odbicie w lustrze. Pewnego dnia spotyka chłopaka, który wygląda dokładnie tak samo jak on.

"Saint-Narcisse" miał światową premierę na Festiwalu w Wenecji. To najnowszy film Bruce'a Labruce'a, laureata Nagrody Teddy i legendy New Queer Cinema. Na Outfilmie prezentowaliśmy jego wcześniejsze filmy: "Gerontofilię" oraz "Otto, czyli niech żyją umarlaki".

Zdjęcia

Komentarze

Zbyt pomerdane, niepotrzebny ten pseudo-katolicki sos, święty Sebastian. Brakuje nawet śladu prawdopodobieństwa. Jedyne co może się podobać, to główny bohater. Ale już zakończenie - to szczyt bzdury!

matko, ależ to słabizna. LaBruce po raz kolejny potwierdza, że jest beztalenciem. Jednym słowem bzdury!

Ja też uważam film za fajny, a nawet bardzo fajny - ze względu na atmosferę, niemal metafizyczną. Intensywny, ale właściwie podpowierzchniowy erotyzm, przekraczanie norm kulturowych (czyt. religijnych) w imię emocjonalnego autentyzmu (incest), religijna psychoza jakże często identyczna z seksualną. Dla miłośników klimatów
Leopardiego, modernistów z przełomu XIX i XX w., Viscontiego - słowem tamtejszej dekadencji (ja się do nich zaliczam) film jest bardzo atrakcyjny. "Pseudokatolicki sos - jak to lapnął w komentarzu AdamFeliks - jest tu bardzo istotny ze względu jak powyżej oraz samego św. Sebastiana, od lat ikony gejów tylko z powodu jego wizerunku w zachodnim chrześcijaństwie - przeszytego strzałami pięknego młodzieńca, tyleż atrakcyjnego, co niedostępnego, niemal mistycznego. A zwróciliście uwagę, na posążki w gabinecie seksualno-erotyczznego szaleńca o. Andrewa? Dawid Donatella i Michała Anioła, zdaje się Antinous i parę innych w tym guście. Typowy sztafaż symboliczny kryptogeja.
Zakończenie też symboliczno-anarchiczno-optymistycznego w guście miraży hippisów (kochajmy się i nie patrzmy na ograniczenia cywilizacyjne), tudzież finału "Pokotu" Agnieszki Holland.

Fabuła kretyńska. Duszno od opiatów, którymi faszerował się reżyser ,scenarzysta i scenograf, a mimo wszystko do obejrzenia. Czwórka.

Nie obejrzałem filmu ponieważ reklamy innych produktów były ważniejsze. Katastrofa. REKLAMA. RELKAMA. REKLAMA. Katastrofa.

REKLAMY NA POCZĄTKU FILMU?! To chyba jakaś pomyłka… za co płace ten abonament?? Cztery filmy na miesiąc i jeszcze irytujące reklamy jak w kinie?

Masakra, tylko nie wiem czy na +, czy na - . Trochę drętwe aktorstwo, no ale w tym metafizycznym klimacie może o to chodziło. Rzeczywiście trochę w tym Mody na Sukces, tylko w innym wydaniu. Obejrzeć warto, choćby po to, żeby zobaczyć odrealnione kino.

Na swój sposób film bardzo ciekawy. Intrygujący. Obejrzałem bez przykrości.

Moja mama ma dziewczynę w moim wieku, ja mam brata bliźniaka z którym się "kocham". Oboje "kochamy" się z dziewczyną mamy - czy to nie cudowne? My bliźniacy mamy po jednym dziecku z dziewczyną mamy. Istne szaleństwo, ŁAŁ.
Ładna bajka, ładni chłopcy, trochę męskich dupeczek, ogólnie lekko się ogląda.
Ja daję ****

Zabrakło tylko utworu Johanna Sebastiana Bacha Toccata i fuga d-moll zagranego na organach w burzową noc w zamku w wampirzym ubranku. Wyobraźcie sobie jak świeżo brzmiał ten utwór za pierwszym razem około 1704 roku.

Trochę przypomina 'Lilie'. Daje się oglądać, całkiem rozrywkowy. Bruce La Bruce się rozwija... śledzę go od wielu lat...