Współlokatorzy /
Shared Rooms

Kłopot z odtwarzaniem

Sprawdź połączenie z internetem i spróbuj ponownie.

Zobacz wskazówki i pomoc

Zainstaluj Adobe Flash

Twoja przeglądarka wymaga zainstalowania darmowej wtyczki Adobe Flash.

Kliknij aby pobrać

Zobacz także wskazówki i pomoc
aby przejrzeć listę zalecanych przeglądarek dla Twojego systemu.

Współlokatorzy /
Shared Rooms

Ocena: 3.7 / 5 (243 głosy)

    Dlaczego warto obejrzeć

  •   nowy film twórców "Tęczowych świąt!"
  •   ciepła, zabawna, chwilami seksowna opowieść o świętach oczami kilku gejów
  •   3 całkiem różne, powiązane ze sobą historie

Opis

Małżeństwo gejów przygarnia na święta wyrzuconego z domu nastolatka. Para współlokatorów musi przez tydzień spać w jednym łóżku. Dwóch obcych facetów po gorącej randce zaczyna czuć do siebie coś więcej.

"Współlokatorzy" to trzy powiązane ze sobą historię kilku gejów, których akcja rozgrywa się między Świętami a Nowym Rokiem. Dla każdego z nich będzie to czas niespodzianek i prawdziwej bliskości. Film twórców niezapomnianego świątecznego hitu - "Tęczowych Świąt!"

Zdjęcia

Komentarze

Piękna bajka akurat w sam raz na święta ku pokrzepieniu serc a poważnie bardzo dobry film.

Ciekawy, łatwy w odbiorze ... pokazujący w sposób prosty kilka istotnych kwestii życia codziennego :) polecam

W scenariuszu był potencjał, ale został zmarnowany m.in. przez kiepskie aktorstwo i nudne ujęcia. Szkoda.

Kiedyś powiedzielibyśmy - gniot dla kucharek,ale dzisiaj kucharki takie ambitne-no nie wiem.

Trzeba sobie zdac sprawe, ze w wiekszosci tego typu produkcje, to niskobudżetowe produkcje, spoza mainstreamu, niedoinwestowane, z obsadą taką na ile budzet pozwala, nieobliczone na komercyjny sukces. Wyjsc z takiej produkcji bez straty finansowej zapewnic maja "momenty" i ladne sylwetki. Ale i tak jako spolecznosc mamy to wspierac i ogladac. :)

Takie filmy to strata czasu. Fatalne dialogi, aktorstwo amatorka, nawet montaż jest ciulowy, nuda.

Litości!!! O takich 'ciastkach' mówi się zwykle "tak słodkie, że aż mdli". I ten film mnie zemdlił. Historie w nim opowiadane (każda z osobna) jeszcze były ciekawe do momentu... Do czasu gdy autorzy połączyli je w jedno. I na koniec, gdyby było nam mało tej słodkości, z podsumowaniem włączył się lektor. Litości!!! Typowy gniot Hollywoodu w pigułce. Jeżeli chcesz obejrzeć jakiś prawdziwy romans zrobiony rzetelnie, to polecam filmy Rosamunde Pilcher. Tam przynajmniej coś się dzieje naprawdę.
Tu miałem jeszcze jeden 'kwiatek' hollywoodzki - w jednym z dialogów bohater wyśmiewa aktora, który bardzo uważnie pilnuje, by w żadnej scenie 'rozbieranej' nie ukazał się nawet kawałek jego fiuta. Autorzy tego filmu też stanęli na wysokości zadania i nawet cień fiuta w żadnej ze scen z golizną się nie pokazał. Pruderia amerykańskich filmów ani ciut nie ucierpiała.