James Franco i Zachary Quinto w "Kim jest Michael"

Do polskich kin wchodzi film „Kim jest Michael”, biografia Michaela Glatze’a, który z działacza gejowskiego zmienił się w żonatego pastora, głoszącego, że homoseksualizm to niebezpieczna iluzja i grzech. Przeczytajcie wywiad z autorem filmu, Justinem Kellym.

Homoseksualizm jak grypa?

Łukasz Knap: Czy podczas pracy nad filmem miałeś okazję spotkać się z Michaelem Glatzem?

Justin Kelly: Oczywiście, przed zdjęciami przeprowadziłem długi wywiad z nim i jego żoną. Niedawno widział film i bardzo mu się podoba. Chwalił, grającego główną rolę, Jamesa Franco. To bardzo inteligentny człowiek, rozumie, że musiałem streścić jego życie i wybory w 98 minut i ma świadomość, że to nie jest dokument.

Podobno twój film został zainspirowany artykułem?

Wszystko zaczęło się od reportażu „Mój były chłopak” w The New York Times Magazine. Pomyśleliśmy…

My, czyli kto?

Ja, Gus Van Sant i James Franco. Gus jako pierwszy przeczytał artykuł i pokazał go Franco, który w tym czasie szukał ciekawych queerowych projektów. Temat im się spodobał i Gus pomyślał, że mógłbym stanąć za kamerą. Wcześniej byłem jego asystentem na planie „Obywatela Milka”. Nie zastanawiałem się długo, gdy zaproponował mi reżyserię, ale nie wszystko poszło jak z płatka, bo od pomysłu do realizacji minęły dwa lata. To był dla mnie czas intensywnych poszukiwań, studiowania teorii queer i duchowości osób homoseksualnych, wywiadów i układania z tego wszystkiego wciągającego scenariusza.

Jak na młodego twórcę miałeś ułatwioną drogę do debiutu. Wielu twórców kina queer ma problem z finansowaniem swoich budżetów. To chyba nie był twój przypadek?

To prawda, miałem łatwiej niż większość twórców o profilu LGBT. Od początku zakładaliśmy, że historią zainteresują się wszyscy widzowie, bez względu na orientację seksualną. Może dlatego udało nam się względnie bezboleśnie zamknąć budżet.

Twój film stawia istotne pytanie o preferencje seksualne. Czy, Twoim zdaniem ich rdzeniem jest biologia, czy może jednak kultura? Czy homoseksualizmu można się pozbyć jak grypy?

To bardzo podchwytliwe pytanie. Pracując na filmem, często się nad tym zastanawiałem. Pamiętam moment zdumienia, gdy uświadomiłem sobie, że sto lat temu ludzie w przeważającej większości nie mieli rozterek tego typu i nikt tak naprawdę tymi kwestiami nie zawracał sobie głowy, ponieważ podstawową jednostką organizującą społeczeństwo była tradycyjna rodzina. Nikt tego nie kwestionował. Sam wspieram ruchy mniejszości seksualnych, ale chyba nigdy nie ośmieliłbym się powiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak biologiczna tożsamość seksualna, mimo że mam świadomość tego, że jest ona konstruktem kulturowym, że jest płynna.

Justin Kelly z Jamesem Franco, odtwórcą głównej roli w filmie "Kim jest Michael"

Justin Kelly z Jamesem Franco, odtwórcą głównej roli w filmie "Kim jest Michael" na festiwalu Sundance (źródło: The Salt Lake Tribune, http://www.sltrib.com/)

Dlaczego?

Bo wyobrażam sobie, że na przykład prezydent Nigerii doszedłby do wniosku, że bycie gejem to wybór, a nie konieczność i z tego powodu mógłby karać homoseksualistów.

O ile wiem homoseksualizm w Nigerii już jest karalny.

Owszem, ale mówienie, że homoseksualizm jest wyborem może sprawić, że prezydent Nigerii oraz przedstawiciele innych homofobicznych rządów, mogliby zaostrzyć swoją politykę wobec mniejszości seksualnych. Bo skoro nawet w Ameryce uznali, że homoseksualizm to zwykła fanaberia, to dlaczego mieliby respektować prawa gejów?

Nie chcesz chyba powiedzieć, że nasze poglądy na kwestię seksualności powinny uwzględniać obawę, co sobie o tym pomyśli prezydent Nigerii…

Sam mam jak najbardziej liberalne poglądy na ten temat. Nikogo nie powinno obchodzić, z kim chodzimy do łóżka, ale tak się składa, że wiele osób jakoś ten temat wyjątkowo ekscytuje, a najgorsze jest, że wiele osób z tego powodu doświadcza potwornej dyskryminacji. Nie umiem o tym zapomnieć. Zgadzam się z większością rozpoznań teorii queer, ale tak się składa, że nigdy nie chciałem umówić się na randkę z kobietą. To nigdy nie był mój wybór. Jestem, kim jestem. Nie będę się nikomu z tego tłumaczyć.

Znasz kogoś, kto postanowił być gejem, bo homoseksualizm jest modnym medialnie tematem?

Nie, ale nie wykluczam możliwości, że na przykład osoba biseksualna, słysząc o coming oucie jakiejś znanej osoby, chciałaby sprawdzić, jak to jest i zdecydowałaby się na przejście „na tęczową stronę”. Ale co z tego? Marzy mi się, że kiedyś kwestia seksualności po prostu przestanie być tematem rozmów. Nie chciałbym, żebyśmy dzielili ludzie ze względu na ich preferencje, bo to z kim śpimy, naprawdę nie ma żadnego wpływu na to, jakimi jesteśmy ludźmi.

Nie mam takiej pewności jak ty, ale przynajmniej mam nadzieję, że może wtedy uwolnimy się od nieśmiertelnego wątku comingu outu w kinie queer.

Podzielam twoją nadzieję (śmiech). Większa różnorodność tematyczna kina queer oznacza możliwość dotarcia do szerokiej widowni. Kiedyś wystarczył wątek homoerotyczny, żeby zablokować rozpowszechnianie filmu w multipleksach. Ale ta kwestia się zmienia. Mój film jest tego najlepszym przykładem, bo dostał szansę na dystrybucję, o jakiej nie śniłem, gdy nad nim pracowałem.