Dzikie koty - odcinki 7-8 /
Feral

Dzikie koty - odcinki 7-8 /
Feral

Ocena: 4.1 / 5 (122 głosy)

    Dlaczego warto obejrzeć

  •   poruszający serial o miłości i przyjaźni
  •   świetni bohaterowie i ich życiowe problemy
  •   klimatyczna muzyka i piękne zdjęcia

Opis

Billy już ponad rok temu stracił miłość swojego życia. Wciąż jednak nie może się z tym pogodzić. Nie potrafi wyrazić smutku, który cały czas czuje. Żeby poradzić sobie z emocjami, postanawia nakręcić film o swoim chłopaku, o tym, co ich łączyło i o stracie, która pozostała. Pomagają mu najbliżsi przyjaciele, którzy są w stanie zrobić dla niego wszystko, ale jednocześnie mają też swoje problemy.

Reżyser „Dzikich kotów” Morgan Jon Fox mówi o swoich bohaterach, że są pozostawieni sami sobie. Jako osoby LGBT, jako artyści, tworzą małe społeczności, grupy przyjaciół związanych tak silnymi więzami, że są dla nich jak rodzina. Pod tym względem przypominają dzikie koty, które chodzą swoimi drogami.

Pierwszy sezon serialu składa się z 8 odcinków.

Zdjęcia

Komentarze

Film jak życie

Obejrzałem wszystkie osiem odcinków jeden po drugim. Od początku w odbiorze przeszkadzało mi pytanie: o czym właściwie jest ten film? Im bardziej "brnąłem" w dalsze odcinki, tym bardziej odpowiadałem sam sobie na postawione pytanie: dlaczego ten film akurat musi być o CZYMŚ? Czy tak właśnie nie wygląda nasze życie widziane oczami obserwatora z zewnątrz? Nam się może wydawać wyjątkowo treściwe, bogate, obfitujące w zwroty i niespodzianki, zaskakujące chwile. A może tak naprawdę ono jest właśnie takie jak ten film? Jest po prostu życiem, takim czy innym, różnie ocenianym przez różnych ludzi, ale ono jest przede wszystkim naszym własnym życiem. I to się liczy najbardziej. Bo jest na swój sposób niepowtarzalne. Tak jak ten film.

Ten film jest o ...

Bardzo dobry serial. O przeżywaniu żałoby po stracie jedynej i najwazniejszej miłości. Jak sobie radzić z taką stratą? Każdy robi to na swój sposób. Billy - bohater tego serialu - postanowił nakręcić film. Jego przyjaciele wiążą się. I rozstają. Przeżywają swoje małe szczęście i małe tragedie. A Billy kręci swój film. Ten film dokądś go zaprowadzi. Dlatego warto obejrzeć ten serial. Do ostatniego odcinka. Żeby zobaczyć dokąd zaszedł Billy. Zobaczyć koniec. I nowy początek.

Szkoda, że potencjał z problemem depresji i samobójstw wśród osób lgbt zupełnie nie wykorzystany (tu został rozmyty i spłycony, potraktowany bez przekonania lub znajomości tematu). Serial totalnie bezpłciowy i nudny, więc nie dziwię się, że nie było oglądalności i zapotrzebowania na kolejne sezony. NIE POLECAM!

Cudna idylla. Słowo sielanka nie przeszłoby mi tez przez usta. Nie wiem, jak wygląda życie młodej bohemy w Memphis, jak zresztą gdziekolwiek. Pewno nie tak szlachetnie. No właśnie - SZLACHETNIE. Nie ma tu zupełnie totalnego promiskuityzmu, do jakiego przywykliśmy nie tylko w filmach LGBT, ale i w realu - też gdziekolwiek. Nie ma nawet wibrującego seksu, który w takich środowiskach uchodzi za oczywistość (pomijam dziwny sygnał Homo riot). Są za to tradycyjne wartości: miłość poza grób, przyjaźń, czułość i zrozumienie, akceptacja ludzi (choć nie za wszelką cenę) i sztuka - nie jako towar konsumpcyjny, ale jako racja życia. Ale przede wszystkim DOBROĆ i ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Wartości, wydawałoby się, już zupełnie passe. Pięknie się to oglądało, nawet jeżeli to nie jest prawda. Ale dla czegoś takiego warto żyć.
A muzyka przecudowna.

Jeszcze coś. Do prezentowanych w filmie szlachetnych wartości dołączyć chcę MĄDROŚĆ. Czyli taką, która nie jest tożsama z erudycją (mało się dowiadujemy z filmu o niej, co wcale nie znaczy, że nic). Między mądrością a głupotą jest taka różnica jak między wiedzą i niewiedzą. Tyle że prawdziwa wiedza jest pokorna (następny archaizm aksjologiczny) - czyli że dopuszcza zmiany pod wpływem nowych informacji. Głupota natomiast to niewiedza z gruntu arogancka - albo nihilistycznie (nie wiem, i co mi zrobisz? - patrz Bareja), albo nadpretensjonalna ,tzn. beserwiserska. Na polski to - i tak wiem lepiej. W pierwszym przypadku można jeszcze zakładać jakiś dyskurs, w drugim - to tylko walka na noże. Czyli kto kogo zmoże, "Mój Boże.
jeśli jesteś, ratuj moją duszę, jeśli ją mam" - to cytat z "Lalki" Prusa. Na wypadek gdyby minister Czarnek pomyślał (???!), że to neomarksizm.