Kadr z filmu "Pycha" (mat. dystr.)

Do polskich kin wszedł film „Pycha” w reżyserii Lionela Baiera, autora produkcji zaliczanych do kina LGBTQ. Bohaterowie filmu – pragnący umrzeć architekt, hiszpańska wolontariuszka od eutanazji i prostytuujący się imigrant z Rosji - staną się na jedną, wigilijną noc queerową rodziną. Przeczytajcie wywiad dla outfilmu przeprowadzony przez Artura Zaborskiego

Paragraf na umieranie

„Pycha” podobno ma swoje źródło w rzeczywistości.

Lionel Baier: Historię, którą pokazałem na ekranie, opowiedział mi jeden z moich studentów ze szkoły filmowej w Lozannie. Pochodził z Afryki i, żeby utrzymać się w Szwajcarii, zarabiał jako męska prostytutka. Pewnej nocy, kiedy w hotelu czekał na klienta, w pokoju obok mężczyzna chciał przeprowadzić eutanazję, ale brakowało mu świadka. A jest on, według prawa, niezbędny, bo musi zeznać, że osoba dokonująca eutanazji działała na życzenie i według woli tego, który pragnie odebrać sobie życie. Poprosił więc mojego studenta, by w roli świadka wystąpił. Chłopak wtedy nie wiedział, że takie sytuacje zdarzają się w Szwajcarii. Odmówił, był wręcz oburzony tą propozycją. Jego opowieść wydała mi się bardzo zabawna, zderzało się w niej tyle poglądów i postaw. W rodzinnym kraju mego studenta ludzie robią, co mogą, żeby przetrwać każdy dzień, a w Szwajcarii ludzie chcą, żeby pomagać im odbierać sobie życie.

Jak pan zapatruje się na kwestię eutanazji?

Uważam, że ludzie powinni mieć wybór. Przez lata samobójcy byli uważani za największe zło. Potępiało ich społeczeństwo i religia. Ale to nie o tym jest mój film. W „Pysze” zwracam uwagę na cechę typową dla Szwajcarów, którzy zawsze muszą mieć na wszystko paragraf. Jeśli pojawia się jakikolwiek problem, regulują go prawnie. Chcesz popełnić samobójstwo? Nie ma sprawy! Stworzymy dla ciebie prawo, które sprecyzuje, w jaki sposób możesz to zrobić. I koniec dyskusji. Prawo do eutanazji działa od 12 lat. I od tej pory nie ma tego tematu w społecznej debacie. Szwajcarzy, tak jak Amerykanie, silnie rozgraniczają prywatne i publiczne życie. To pierwsze jest zarezerwowane także dla ich opinii. Nie wyrażają ich poza domem. Eutanazja to także pretekst, by opowiedzieć o Szwajcarach, którzy wzbraniają się przed pożądaniem. W świecie głównego bohatera wszystko jest zorganizowane. Tak wyglądało całe jego życie i tak ma wyglądać jego śmierć. Chciałem pokazać, co się stanie, kiedy w ten porządek wkradnie się odrobina chaosu w postaci pożądania. Zmusiłem więc bohaterów do tego, bo zaczęli ze sobą rozmawiać i wyrażać swoje opinie.

Bohaterowie tworzą queerową rodzinę: główny bohater, który chce umrzeć, pełni rolę ojca, kobieta, która jest pielęgniarką i ma mu to umożliwić – matki, a prostytuujący się chłopak – syna.

Lubię bawić się modelami i rolami, które narzuca nam społeczeństwo. Akcja mojego filmu dzieje się w jedną noc, jest on jak opowieść świąteczna. Bohaterowie próbują wchodzić w narzucone im społecznie role – ojca, matki i syna – ale tak, jak mają ochotę, a nie tak, jak ktoś od nich tego wymaga. Dla mnie tak samo powinna wyglądać kwestia seksualności. Bo co to ma znaczyć, że jestem hetero-, homo- albo biseksualistą? Trzeba się skupić na tym, czego aktualnie potrzebujemy, co nas satysfakcjonuje, a nie na etykietkach, którymi określa nas społeczeństwo. Słuchanie własnych potrzeb powinno mieć priorytet nad słuchaniem innych. Sam jestem nazywany reżyserem queerowym. Nie lubię tego określenia, bo o Pasolinim tak się nigdy nie mówiło, tak samo jak o Wajdzie nie mówi się, że jest reżyserem heteroseksualnym. Ale już ja i Almodóvar to queerowi twórcy. Tak jakby fakt, że ja i on jesteśmy gejami, miał wpływać na nasz sposób postrzegania świata tak bardzo, że trzeba zawsze podkreślać naszą orientację.

W pańskim filmie nikomu nie przeszkadza, że młody chłopak prostytuuje się z mężczyznami, ani to, że główny bohater chce zakończyć swoje życie.

To kolejny element opowieści świątecznej niczym z filmów Franka Capry. Tak jak klasyczne filmy z lat 40. i 50., „Pycha” została nakręcona w całości w studiu filmowym. Kiedy ogląda się tę historię, ma się ochotę zacząć od wprowadzenia: „Pewnego razu, dawno, dawno temu…”. Ciekawość bohaterów ma w gruncie rzeczy bajkowy wymiar, niespotykany w rzeczywistości. Główny bohater bez ogródek czy rumieńca wstydu pyta chłopaka, jak to jest uprawiać seks z mężczyzną. Chociaż ma to być ostatni moment jego życia, ta ciekawość wciąż w nim jest. Nie mają także znaczenia podziały społeczne. Mężczyzna z wyższych sfer z ciekawością wysłuchuje, co ma do powiedzenia kobieta z klasy robotniczej. I na odwrót. Tak samo rzecz wygląda z chłopakiem – imigrantem ze Wschodu.

Lionel Beier (źr. SwissFilms.ch)

 Lionel Baier (źr. SwissFilms.ch)

To kolejny pański bohater, który zarabia ciałem na chleb. Myślę choćby o „Głupim chłopcu”.

Szczerze mówiąc, nie zwracałem dotąd uwagi na te podobieństwa. Kiedy konstruuję takie postacie, myślę bardziej o przełamywaniu stereotypów. Prostytuujących się mężczyzn popkultura zwykła portretować jako naiwnych, jeśli nie głupich. Tymczasem w moich filmach oni tacy mają się jedynie wydawać, bo naprawdę skrywają w sobie wiele przemyśleń, emocji i wrażliwości. W „Głupim chłopcu” bohater jest naprawdę sprytny. Świetnie odnajduje się w swoim fachu, doskonale rozpracowuje mechanizmy rządzące rynkiem prostytucji. W „Pysze” bardzo lubię fragment, w którym zostaje wyjaśnione, skąd wziął się tytuł. Żeby nie zdradzać zbyt wiele, powiedzmy, że chodzi o obraz. Zrozumieć go może jedynie chłopak, bo dzięki temu, że pomieszczenie, gdzie obraz wisi, doskonale zbadał - leżąc, klęcząc czy kucając w każdym jego miejscu - mógł dostrzec tajemnicę płótna. Architekt, mimo inteligencji, nie był w stanie jej rozszyfrować.

Pańscy przodkowie pochodzą z Polski, często pan bywa w naszym kraju. Jak ocenia pan naszą aktualną sytuację?

Złości mnie to, co dzieje się w Polsce, bo opinia o waszym kraju za granicą jest coraz gorsza. Młode demokracje zazwyczaj obawiają się tego, co dzieje się dookoła nich. To naturalny strach, który dziś towarzyszy waszemu krajowi. Ale zamykanie granic i odcinanie się od Europy to nie jest wyjście z tej sytuacji. W Szwajcarii, jak i w wielu innych krajach, do których Polacy emigrowali w czasie stanu wojennego czy innych trudnych momentach waszej historii, dzisiaj pańscy rodacy pracują w najbardziej prestiżowych sektorach. Są lekarzami, dentystami, nauczycielami, wykładowcami uniwersyteckimi czy artystami. Oni dziś podtrzymują w tych krajach dobry nastrój. Bo Francuzi czy Szwajcarzy coraz częściej są w depresji, przygnębieni, smutni. A Polacy, którzy się na ich ziemiach znaleźli, odwrotnie.

Szkoda, że w Polsce tego optymizmu nie widać.

Nie zgodzę się z panem. Za każdym razem, kiedy przyjeżdżam do Polski, widzę tę chęć życia i działania, tę energię, która was napędza.Szkoda by było, gdyby miała ona ulec ograniczeniu, gdybyście mieli działać tylko w zamkniętych granicach waszej ojczyzny. Świetnie to, co chcę powiedzieć, obrazują zmiany w krajobrazie Warszawy. Za każdym razem, kiedy tu przylatuję, widzę coś nowego: nowy budynek, nowe osiedle, nową aranżację starych miejsc, nową knajpę. I zazwyczaj one powstają z inicjatywy młodych ludzi, którzy podróżują, widzą, jak zmienia się Europa i świat, i w ten sposób chcą też zmieniać swój kraj. Oglądają się na dobre wzorce. Mam wrażenie, że dzisiaj starsze pokolenie próbuje tych ludzi blokować. Tak jakby oblicze młodej Polski nie pasowało do ich wyobrażeń o kraju. To napięcie międzypokoleniowe jest czymś zupełnie normalnym, także w każdym innym państwie. Ale u was jest ono szczególnie odczuwalne, bo w znalezieniu konsensusu muszą uczestniczyć ludzie i instytucje spoza Polski. A wy tego nie znosicie. Polacy są szczególnie na tym punkcie wrażliwi, bo przez wieki inne kraje mieszały się w waszą politykę i w wasze swobody. Chcecie takie sprawy załatwiać sami. A dla mnie i moich rodaków nie do pojęcia jest to, co dzieje się z waszymi mediami. W czasie, kiedy niemiecko-francuski kanał Arte rezygnuje z polityków w swoich strukturach, w Polsce tworzy się media narodowe zarządzane przez ludzi z określonej partii. My tego nie rozumiemy.